Czarnoksiężnik z Menlo Park, prąd i telefon w Zaświaty
Salon ezoteryczny NŚ

Jeżeli zdarzy się, że usłyszycie w telefonie głos z zaświatów, który przedstawi się jako Thomas Edison (1847−1931), nie dziwcie się. Aparat łączący żywych ze światem zmarłych był jego nieoczywistym projektem, o którym oficjalnie wspomniał w jednej z amerykańskich gazet. Cały spektakl rozgrywał się w czasach popularyzacji radia. Skoro zatem ludzie mogli usłyszeć głosy z odległości tysięcy kilometrów, dlaczego nie mogliby doświadczyć tych pochodzących z innych wymiarów? I czy racjonalny przedsiębiorca chciał jedynie zwrócić na siebie jeszcze większą uwagę?
Oszukiwał, wodził za nos, szantażował. Podpatrywał cudze dokonania i czerpiąc z nich garściami, przypisywał sobie ich autorstwo. Szpiegował, przekupywał konkurentów. Dla wielu historyków jego podejście do innowacyjności przyczyniło się do globalnej zmiany postrzegania organizacji pracy. Zanim przeniósł się do krainy zmarłych, opatentował w Stanach Zjednoczonych więcej wynalazków niż ktokolwiek przed nim. Działał niczym antyczni budowniczowie piramid. A bardziej współcześnie? Jak Elon Musk.
Sukcesywnie tworzył swoje imperium, zaganiając do pracy rzesze ludzi, by ostatecznie uznać skończone dzieło za swoje. Jako jeden z pierwszych pojął znaczenie zaplecza badawczo-rozwojowego, perfekcyjnie je wykorzystując. Stawiał na pomysł, patent, przedsiębiorczość, co umiejętnie przekuwał w zysk, sukces i sławę. Jego największą zaletą była niewątpliwie umiejętność zamieniania kreatywnych pomysłów w praktyczne rozwiązania, które można było wykorzystywać na szeroką skalę. To on upowszechnił elektryczne oświetlenie. Doskonale dbał o partykularne interesy, a w dochodzeniu swoich praw bywał bezwzględny. Prawdziwy mistrz pragmatyzmu.
Na kartach historii zapisał się jako
ten, który rozproszył mrok
Thomas Edison, uważany za jednego z największych amerykańskich przedsiębiorców, zdecydowanie nie był aniołem. Uchodził za wynalazcę, choć tak do końca nim nie był. Nigdy w życiu niczego nie wymyśliłem – stwierdzi. Trudno zaliczyć go również do grona wybitnych samouków, którzy tchnięci boskim duchem, dawali światu lepsze jutro z potrzeby serca. Co prawda okablował nam świat, lecz stwierdzenie, iż wynalazł żarówkę, jest zwyczajnym nadużyciem. Dla prasy stał się bożyszczem, ówczesnym celebrytą i ikoną swojej epoki. Ku uciesze żurnalistów wypowiadał się często, chętnie i na różne tematy. Z upodobaniem publikowano jego poglądy ekonomiczne, ale również te na temat istnienia Boga. Jedna z gazet posunęła się do tego, że wydrukowała powieść science fiction z Edisonem w roli głównej. Trudno się dziwić, że sprytny przedsiębiorca szybko wpadł w samozachwyt, wierząc w swoją wyjątkowość. Co ciekawe, jak na osobę, która tak bardzo polegała na zespole, kiepsko umiał współpracować.
Bez skrupułów przypisywał sobie kolejne osiągnięcia podległych mu osób, jednocześnie mając w poważaniu wynalazki innych. Nie tolerował, gdy ludzie ingerowali w jego projekty. Dla przykładu, nie życzył sobie, by jego płyty były kompatybilne z fonografami innych producentów. Mało tego, w swojej zaciętości zastrzegł sobie prawo odrzucenia każdego nagrania, które nie przypadło mu do gustu. Zasłynął z licznych personalnych konfliktów, w tym z inżynierami wynalazcami Georgem Westinghouse’em (m.in. kolejowy hamulec na sprężone powietrze) oraz genialnym Nikolą Teslą, które w historii techniki zwykło określać się mianem wojny prądów (War of the Currents), choć tak naprawdę sprowadzały się do zaciętej rywalizacji biznesowej i technologicznej. Słowo porażka nie funkcjonowało w umyśle Edisona. – Nigdy nie zawiodłem. Po prostu znalazłem dziesięć tysięcy nieskutecznych rozwiązań – twierdził. Prawda wyglądała jednak nieco inaczej. Świadczy o tym chociażby fakt, że przegrał rzeczoną wojnę. Z kolei meandry prac nad żarówką stały się kanwą dla zobrazowania sposobu działania niestrudzonego biznesmena. I w tym wypadku nie stał za tym blask geniuszu jednego człowieka, lecz kulminacja kilku dekad doświadczeń naukowych międzynarodowego zespołu. Początkowo żarówki działały przy użyciu zwęglonego (karbonizowanego) bambusowego żarnika rozżarzanego przepływem prądu elektrycznego. Były tanie, stanowiły doskonałą alternatywę dla zakupu kilkuset świec w miesiącu. Jednak ich jakość i żywotność nadal pozostawiały wiele do życzenia – działały krótko, od kilku do stu godzin. Węglowy żarnik sprawiał, że były delikatne, szybko też ciemniały z powodu sublimacji węgla. W wysokiej temperaturze parował on, osiadając w postaci ciemnej sadzy na wewnętrznych ściankach szklanej bańki. Rozwiązaniem okazało się zastosowanie z czasem wolframu i wypełnienie żarówki gazem szlachetnym.
Talent Edisona przejawił się w opracowaniu procesu produkcyjnego oraz zorganizowaniu odpowiedniej ekipy. Ostatecznie opatentował praktyczną żarówkę żarową z włóknem węglowym 27 stycznia 1880 r. i założył Edison Electric Light Company. Jego patent opierał się na bardzo ogólnych założeniach, a prace nad finalnym produktem nie były zakończone. Stosowna kampania reklamowa, zdjęcia, na których pozował z żarówką, sprawiły, że wynalazek stał się częścią jego tożsamości. W 1882 r. uruchomił w Nowym Jorku pierwszą elektrownię (zbudował ich w sumie 121). Gdy oświetlił cały Menlo Park (New Jersey), a następnie fragment Nowego Jorku, ludzie nie mogli wyjść z zachwytu. Obecnie nadal mylnie uważamy go człowieka, za którym stoi wiele rewolucyjnych odkryć. Niewątpliwie do takiego wizerunku przyczyniły się jego liczne zainteresowania, inwestowanie w potencjał ludzkich możliwości. Próbował wielu rozwiązań. Nie dziwi zatem, że jego perspektywa wychodziła poza doczesne istnienie. W Zaświaty.
Czytaj bez ograniczeń
Odblokuj treści
(najczęściej zadawane pytania). Jeśli dokonałeś już doładowania, kliknij w przycisk „Wykup dostęp” i potwierdź odblokowanie artykułu.
Related Posts
-
Prenumerata NŚ na 2021 rok
Brak komentarzy | gru 10, 2020 -
Odejść z uśmiechem
Brak komentarzy | mar 2, 2022 -
Wesołych Świąt!
Brak komentarzy | kwi 21, 2019 -
Nieznany Świat 01/2024 (397)
Brak komentarzy | gru 24, 2023
About The Author
Admin
nieznanyswiat.uk@gmail.com