Gdy sekundy zmieniają się w minuty
Dziesięć lat temu miałem wypadek samochodowy. Kierowałem autem jadącym środkowym pasem zatłoczonej autostrady, a obok mnie, na fotelu pasażera, siedziała moja żona. Ciężarówka zjeżdżająca z pasa lewego na środkowy zawadziła o bok naszego pojazdu, obróciła go i uderzyła weń ponownie.

czasu liniowego”
Wszystko zaczęło się dziać w zwolnionym tempie. Usłyszałem odgłos pierwszego uderzenia i zapytałem żony: Co to było? Po długiej przerwie samochód zaczął wirować. Spojrzałem za siebie: inne auta poruszały się tak wolno, że niemal zastygły w bezruchu. Czas się praktycznie zatrzymał, zupełnie jakby ktoś nacisnął guzik pauza. Odniosłem wrażenie, że mam go mnóstwo – dość, aby przyjrzeć się całej scenie i spróbować odzyskać panowanie nad pojazdem. Z zaskoczeniem odkryłem, że wszystko widzę w żywych kolorach i wyraźnie. Mogłem też dostrzec mnóstwo szczegółów. Za nami na wszystkich pasach poruszały się w długich sznurach auta, dostrzegłem też twarze zszokowanych kierowców.
Zdumiał mnie mój własny spokój. Nie panikowałem, a jasno i metodycznie analizowałem sytuację. Próbowałem zapanować nad samochodem, mocno trzymając kierownicę, wciskałem też do oporu pedał hamulca i starałem się skierować auto na pas awaryjny (pusty wewnętrzny pas autostrady, przeznaczony dla uszkodzonych pojazdów). Samochód wirował jednak przez co najmniej 0,5 minuty – a przynajmniej takie miałem wrażenie, bo w rzeczywistości były to jakieś 3, 4 sekundy. Wciąż kręcąc się w kółko, auto wpadło na pas awaryjny, uderzyło w barierę energochłonną i w końcu się zatrzymało.
W tym momencie czas zaczął płynąć dalej w normalnym tempie. Spojrzałem na żonę, potem na siebie, zdumiony, że żadne z nas nie ma poważnych obrażeń. Popatrzyłem po wnętrzu samochodu: nie było widać żadnych zniszczeń (za to karoseria okazała się tak pogięta, że auto trzeba było zezłomować).
Ogarnęły mnie niesamowite uczucie ulgi i euforia. Gdyby samochód został pchnięty w innym kierunku, do przodu albo w prawo, z pewnością doszłoby do bardzo poważnego wypadku. Prawdopodobnie byłyby ofiary śmiertelne – my i inni kierowcy. Nie jestem pewien, czy moje starania w jakikolwiek sposób pomogły przemieścić auto na pas awaryjny, czy też było to tylko dziełem przypadku. Odniosłem jednak silne wrażenie, że mój spokój, myśli i metodyczne działania miały wpływ na przeżycie potencjalnie śmiercionośnej kolizji.
Oto przykład czegoś, co nazwałem doświadczeniami z obszaru ekspansji czasu (DEC, ang. TEE, time expansion experiences). Występują one powszechnie w trakcie wypadków i innych sytuacji skrajnych, istnieją zatem spore szanse, że Ty, Czytelniku, również miałeś okazję się z nimi zetknąć – podczas kolizji aut, upadku z wysokości, w razie nagłych problemów ze zdrowiem lub szokującego wydarzenia, takiego jak napad rabunkowy, czyjś gwałtowny atak lub trzęsienie ziemi.
Do DEC nie dochodzi tylko wtedy, gdy ktoś wymaga nagłej pomocy. Badając ten temat, odkryłem, że spowolnienia upływu czasu można też doświadczać w sytuacjach traumatycznych lub tragicznych, takich jak strata bliskiej osoby, diagnoza choroby nowotworowej lub rozpad małżeństwa. Pojawiają się one w rywalizacji sportowej i różnego rodzaju grach, gdy coś nas mocno absorbuje (niekiedy jest to określane jako znalezienie się w strefie mocy). Z DEC można mieć także do czynienia w nadzwyczajnych stanach świadomości wzbudzonych głęboką medytacją lub substancjami psychodelicznymi, takimi jak LSD lub ayahuasca.
Więcej o tajemnicach percepcji przeczytasz w książce dr. Steve’a Taylora Iluzja czasu liniowego, dostępnej w księgarni internetowej virgobooks.pl oraz w Księgarni-Galerii Nieznany Świat.