Czy anioł zawsze ma skrzydła?
Klucz do świata

Od wielu lat zastanawiam się nad jedną rzeczą. Bardzo często wyobrażamy sobie świat duchowy po swojemu. Kiedy słyszymy słowo anioł, od razu widzimy piękną postać ze skrzydłami, światło, dobro i spokój. Ale skąd właściwie wiemy, że anioł musi wyglądać właśnie tak?
To jest tylko nasze wyobrażenie.
Ja czasami myślę zupełnie inaczej. I od razu zaznaczam – to nie jest żadna wiedza. To tylko moje przemyślenia po wielu latach obserwacji ludzi, zwierząt i różnych zdarzeń, których nie potrafię racjonalnie wyjaśnić. Przez lata spotykałem sytuacje skłaniające mnie do zadawania pytań, a nie do udzielania odpowiedzi. Bo im człowiek dłużej żyje, tym częściej odkrywa, że świat jest znacznie bardziej tajemniczy, niż chcielibyśmy wierzyć.
Zastanawiam się, czy niektóre zwierzęta nie są bliżej świata duchowego niż my. Czy nie spotykamy na swojej drodze istot, które pojawiają się nie bez powodu. Nie po to, żeby mówić ludzkim głosem, ale by sprawdzić nasze serce.
Gdyby dzisiaj przed Państwem stanął anioł w całym swoim majestacie, każdy chciałby wypaść jak najlepiej. Każdy byłby uprzejmy i serdeczny. Ale gdzie byłaby wtedy wartość tego dobra? Przecież wiedzielibyśmy, że stoimy przed kimś niezwykłym.
A co, jeśli świat działa zupełnie inaczej?
Co, jeżeli anioł przychodzi do nas nie jako istota pełna blasku, lecz jako ktoś całkowicie bezbronny. Jako człowiek proszący o pomoc. Jako samotny staruszek. Albo bezdomny kot, którego większość ludzi mija obojętnie.
Wtedy dobro nie wynika z zachwytu nad aniołem. Wynika wyłącznie z naszego wnętrza. Bo bardzo łatwo być dobrym wtedy, kiedy wszyscy patrzą. Znacznie trudniej okazać dobro tam, gdzie nikt nam za to nie podziękuje, a nawet go nie zauważy.
Dlatego coraz częściej myślę, że człowiek każdego dnia zdaje egzamin, nawet o tym nie wiedząc. Nie podczas wielkich wydarzeń, lecz w najmniejszych decyzjach. Czy pomoże. Czy przejdzie obojętnie. Czy zatrzyma się na chwilę.
Być może właśnie z takich drobiazgów buduje się wartość naszej duszy.
Ale jest jeszcze druga strona tej refleksji
Od wieków mówi się o piekle. Wyobrażamy je sobie jako ogień i miejsce wiecznej kary. A może piekło nie jest miejscem, lecz stanem duszy?
Jeżeli człowiek przez całe życie świadomie wybiera zło, okrucieństwo i przemoc, to co dzieje się z jego duszą? Czy pozostaje taka sama? Ja mam wątpliwości.
Myślę, że ona również ma swoje wibracje. Może wzrastać, ale może też pogrążać się w ciemności. To, co robimy każdego dnia, zostawia w nas ślad. Człowiek nie staje się okrutnym czy świętym w jednej chwili. Każda decyzja przesuwa nas w jedną lub w drugą stronę.
I wtedy zawsze przychodzi mi do głowy pewna myśl.
A jeśli kolejne wcielenie nie jest nagrodą ani karą, tylko naturalną konsekwencją tego, kim się staliśmy?
Wyobraźmy sobie duszę, która zatraciła zdolność odróżniania dobra od zła i zaczęła czerpać satysfakcję z zadawania cierpienia. Czy naprawdę mogłaby od razu narodzić się ponownie jako człowiek?
A może trafia do takiej formy życia, która odpowiada jej własnemu stanowi.
Pomyślałem kiedyś o krokodylu.
Ten zwierzak nie jest zły. Żyje zgodnie ze swoją naturą. Czeka na ofiarę i zabija, żeby przetrwać. Taki jest jego świat. I wtedy zadałem sobie pytanie: czy właśnie to nie mogłoby być prawdziwe piekło?
Nie ogień. Nie płomienie.
Tylko życie w rzeczywistości, w której nie ma miejsca na współczucie ani miłość. Istnienie, którego jedynym celem jest przetrwanie. Jak taka dusza miałaby przypomnieć sobie dobro? To byłoby piekło nie dlatego, że ktoś ją ukarał, ale dlatego, że sama doprowadziła się do takiego stanu.
Dlatego uważam, iż największym darem człowieka jest wolna wola. Każdego dnia wybieramy, kim się stajemy. Nie tylko wobec innych ludzi, ale również wobec zwierząt i wszystkich słabszych stworzeń.
To oczywiście tylko moje rozważania. Nikogo do nich nie przekonuję. Ale im dłużej żyję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że największym darem, jaki otrzymaliśmy, jest możliwość wyboru.
Każdego dnia możemy obniżać swoje wibracje albo je podnosić. Możemy zamykać się na dobro albo otwierać na drugiego człowieka i każdą żywą istotę. Możemy budować w sobie światło lub ciemność.
Dlatego myślę, że anioły i piekło mogą być znacznie bliżej nas, niż sądzimy. Tych pierwszych nie rozpoznajemy, a to drugie zaczyna się nie po śmierci, lecz w chwili, gdy człowiek przestaje kochać.
A jeśli rzeczywiście tak jest, to największą tajemnicą świata nie jest to, co czeka nas po śmierci. Największą tajemnicą jest to, kim każdego dnia pozwalamy stać się własnej duszy.
Related Posts
-
Nieznane wizje ojca Klimuszki
Brak komentarzy | gru 21, 2024 -
Wróżka, którą straszono Hitlera
Brak komentarzy | sie 25, 2026 -
Kogo obchodzi nasze zdrowie?
Brak komentarzy | cze 25, 2023 -
O książce, ludziach (dobrych i złych), a przede wszystkim o systemie… Prawdziwy dr Anthony Fauci
Brak komentarzy | sty 20, 2025
About The Author
Admin
nieznanyswiat.uk@gmail.com