Pachamama

Przeczytasz w 3 min.
Graf. dexmac, Pixabay.com (poszerzenie: Grok)
Jest taka stara opowieść inkaska o tym, jak Pachamama zapragnęła poznać wszystkie swoje siostry, a że mieszkały bardzo daleko, wysłała do nich ludzkiego posłańca, by przywiózł od nich wieści. Jednak nie był on w stanie dotrzeć do krain, gdzie te siostry mieszkały, bo leżały one dalej niż za siedmioma górami i siedmioma morzami…

Obawiając się powrotu z pustymi rękami, posłaniec postanowił zmyślić całą swoją podróż oraz to, co siostry miały przekazać Pachamamie. Od tego czasu wszystko, co opowiadamy o świecie, Kosmosie i nieskończoności, utkane zostaje z domysłów i zawsze mijać się będzie nieco z prawdą. Wbrew temu, co często mówi się o Pachamamie, nie jest ona jedynie kolejnym z wielu pogańskich bóstw. Wskazuje na to już sama nazwa. W języku quechua pacha to świat, a mama matka. A co oznacza połączenie tych dwóch słów? Otóż mama ogranicza świat pacha do miejsca, gdzie żyjemy, gdzie życie jest w ogóle możliwe. Można więc przyjąć, że Pachamama to po prostu biosfera albo ekosystem.

Oczywiście światopogląd mieszkańców Andów sprzed 500 lat nie był naukowy w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Było w nim dużo duchowości. Ale czci oddawanej Pachamamie nie można porównać do zwykłego kultu bóstw. Szacunek do niej jest szacunkiem do wszystkiego, co każdego dnia daje nam życie: ziemi, zwierząt i roślin. Do tego, bez czego życie na Ziemi byłoby zwyczajnie niemożliwe. A kim są więc w tej opowieści siostry Pachamamy? To po prostu inne planety i gwiazdy.

Usiadłem niedawno w swoim ogrodzie, otoczony lasami, łąkami i sadami. Nad głową kłębiły się chmury, podpalane rudymi promieniami zachodzącego słońca. Był to ostatni dzień suszy, która dała się we znaki na początku lipca. Liście drzew oklapły i się zwinęły, ale wiatr przed burzą zaczął nimi kołysać. Wyobraziłem sobie, że oto drzewa machają do Nieba swoimi koronami, błagając o deszcz. I on nadszedł. Pewnie wszyscy usłyszeliście tę niekończącą się salwę grzmotów. Nie można było się nie bać. Wtedy postanowiłem pobawić się w tego posłańca od Pachamamy, tego, co własnym rozumem, ograniczonym, ale pełnym fantazji potrafił opowiedzieć o nieznanych krainach, nie mając do końca pojęcia, z czym ma do czynienia.

Graf. Juan Santa Cruz Pachacuti, domena publiczna
Graf. Juan Santa Cruz Pachacuti, domena publiczna

Wyobraziłem sobie, że życie powstało z ciekawości Ziemi, że

nasza planeta pogrążona była w mroku,

gdyż nic na jej powierzchni nie mogło dostrzec, co się dzieje dookoła. Stworzyła więc życie gdzieś w głębinach oceanów, nauczyła je, by podążało coraz wyżej i dalej. Żywe stworzenia, w odróżnieniu od skał, nie mogą usiedzieć w miejscu. Albo łażą, albo latają, albo się rozrastają. Tak koniec końców życie wyszło z wody i powstały lasy pełne zwierząt i roślin. A wśród tych zwierząt, ciągle myszkujących, szukających nowych łowisk, próbujących coraz szybciej biegać, latać i drążyć tunele, by zaspokoić głód, jedno zwróciło oczy ku Niebu. Od ptaków nauczyło się latać, od toczących się kamieni wyrabiania kół. I tak, powoli kolonizując biosferę, zapragnęło poznać to, co rozciąga się poza nią – miejsca odleglejsze niż te, które kiedykolwiek odwiedziła jakakolwiek materia organiczna. A trzeba wiedzieć, że od milionów lat zarodniki grzybów swobodnie wędrują po stratosferze, ponad 10 km nad naszymi głowami, i to nie ptaki ani ludzie jako pierwsi skolonizowali niegościnne rubieże biosfery, lecz te małe stworzonka.

Koniec końców jednak człowiek dotarł jeszcze dalej. Wylądował tu i tam na siostrach Pachamamy. Wyobraziłem sobie, że planeta stworzyła życie na Ziemi i z niego człowieka, tylko po to, aby zrobić sobie mackę w postaci kapsuły z kosmonautą, by dotknąć Księżyca i czegoś się o nim dowiedzieć. Ale człowiek zdołał przywieźć opowieści z krain znacznie odleglejszych. Nie był tam osobiście, ale pięknie opisał galaktyki, czarne dziury i kosmiczne chmury, choć nikt ich gołym okiem nie widział. Stary andyjski mit okazał się zawierać wiele prawdy.

A na tym nie koniec działalności ludzkiego posłańca. Dzięki swojej niezwykłej wyobraźni, intuicji i inteligencji objął rozumem również to, co granic nie ma, co jest powyżej tych wszystkich warstw Kosmosu, które da się zaobserwować, obliczyć lub wydedukować. Uczynił to za pomocą narzędzia subtelniejszego niż najmocniejszy teleskop i najbardziej skomplikowane obliczenia – nazywa się ono myśleniem abstrakcyjnym. Dzięki niemu poznał takie pojęcia jak absolut, nieskończoność, wieczność, świadomość, wszechmoc, a nawet dusza. Tę ostatnią pojął już u zarania dziejów i w niej dostrzega obietnicę, że cały Wszechświat będzie kiedyś jego domem.