Z życia wzięte
Konwencja mentalna

Mam w domu trzy psy (także trzy koty, ale nie o nich dzisiaj będzie mowa). Dwa wielkie dogi: jeden waży 80 kg, drugi 100 kg i ma prawie metr w kłębie. Czarne masywne bydlaki, silne jak smoki. Kiedyś jeden z nich, gdy byliśmy na plaży nad Pilicą, zauważywszy małego białego szpica, a tej rasy psów nie cierpiał, szarpnął za smycz, którą trzymałem w ręku. Efekt był taki, że padłem na pysk, oczywiście nie puszczając smyczy (mogłaby być jatka), a to bydlę przeciągnęło mnie kilkanaście metrów po piasku, niczym koń Indianę Jonesa w jednym z filmów o nim. Dobrze, że jeszcze się nie rozebrałem do kąpieli. Drugi zaś (przy innej okazji) rzucił się na dekarza, który nieopatrznie zszedł na dół, zapominając, że jest tam zwierzę. Przerażony, salwował się ucieczką na dach swojego samochodu. Ledwo zdążył.
Trzeci pies to znajda, przygarnięta na stacji paliw LPG. Od kiedy zainstalowano na niej alarm, franczyzobiorcom przychodziło płacić ochronie za fałszywe wezwania, gdyż psiak po nocnych łajdactwach, wracając do budy (którą mu wspólnie z właścicielem przysposobiliśmy, bo zima szła), przechodził pod ogrodzeniem i włączał alarm. Głośno było na całą wieś, security zaś skrupulatnie i szybko przyjeżdżała, wystawiając kolejny rachunek.
Ten psi kurdupel ważący wówczas 20 kg, jest zwykłym, wyliniałym powsinogą o aparycji oraz posturze typowego wiejskiego kundla. Wychudzony, odżywił się dopiero, gdy zamieszkał w naszym domu, bo to micha regularna i ciepły dach nad głową. Ale więcej niż 25 kg nie osiągnął, no bo geny podłe, więc urosnąć bardziej nie mógł. Paradnie było, kiedy szliśmy z taką psią trójką na spacer po sąsiadującym sadzie.
Wieloletnie kontakty z psami nauczyły nas, że jak jest grupa, musi być przywódca, przewodnik stada, samiec alfa. Kiedy mieszkały w domu same duże psy, żadnemu nie przychodziło do łba, żeby takie stanowisko zająć czy próbować o nie walczyć. Żyły w fajnej symbiozie, czasem była tych wielkoludów jednocześnie nawet czwórka i jakoś się tam dogadywały, nie próbując zdominować jeden drugiego.
Kiedy nastał powsinoga, jak myślicie, kto został samcem alfa? Wsiowy łazęga podporządkował sobie dwa olbrzymy, walcząc o resztki z michy i podgryzając je po nogach, gdy nie ustępowały. Zwłaszcza tego mniejszego, który nie pozwalał sobie na jego wybryki, rzadko nie reagując na nie. Większy, młodszy znacznie od pozostałych, był uległy. Tego powsinoga tolerował, raz za wspomnianą uległość, a dwa – był ewidentnie za duży, zaś kąsanie po łapach cierpliwie znosił, opędzając się od agresora, jak od natrętnej muchy. Jednak kiedy to przekroczyło granicę, bo znajda ugryzła młodego mocniej, musiałem interweniować.
Karłowaty samozwaniec został przykładnie zamknięty w komórce i pozbawiony smakołyków, które wszystkie psy zawsze dostają po jedzeniu.
Mimo owych beznadziejnych genów, jest jednak inteligentny, więc zrozumiał dokładnie moje oczekiwania. Od tamtej pory, kiedy psy przechodzą obok siebie, kundel jedynie powarkuje na mniejszego, a większego stara się nie zauważać. Duży zresztą też jest nie w ciemię bity. Kiedy zrozumiał, że powsinoga został pozbawiony władzy, którą sobie uzurpował, od czasu do czasu próbuje złapać go zębami. Niegroźnie, choć raz jednak go drasnął.
Tu mała dygresja dotycząca psów, której nie mogę się oprzeć. Cytat z mojej książki o Emilu, naszym pierwszym dogu (Emil, czyli kiedy szczęśliwe są psy, szczęśliwy jest cały świat, wydawnictwo Ars Scripti‑2):
Psy gryzą rozmaicie. Nie każde złapanie zębami jest ostatecznym zagrożeniem. Fachowcy perfekcyjnie i szczegółowo oceniają złośliwość psa oraz niebezpieczeństwo istniejące z jego strony po sposobie ataku zębami na ofiarę. Pierwszym stadium jest uchwycenie wargami, mające na celu zastraszenie i próbę dominacji. Dalej następuje draśnięcie, które dowodzi, że pies jest istotnie zły na kogoś, ale z dominacją nie ma to nic wspólnego, a jedynie z obroną własnej niezależności, terenu, nauczenia moresu nieposłusznego i natarczywego natręta. Kiedy zęby wgryzają się na głębokość milimetra, pies wymaga kontroli, czy nie jest złośliwy, czy da się go poskromić. Zęby wtopione po same dziąsła kwalifikują ich właściciela do uśpienia. Nie wyleczy go z tej nienawiści nawet miłość i cierpliwość człowieka. To już niebezpieczeństwo genetyczne.
Unas obeszło się więc bez nienawiści. Łatwiej jest, okazuje się, żyć w tym stanie zwierzętom niż ludziom. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie. Chociaż dlaczego zwłaszcza? Nienawiść to uczucie towarzyszące człowiekowi przez wieki. Tylko jej forma się zmienia, mając do dyspozycji coraz drastyczniejsze środki.
Related Posts
-
Nieznany Świat 7/2021 (367)
Brak komentarzy | cze 23, 2021 -
Koszty ludzkiej ślepoty
Brak komentarzy | paź 21, 2021 -
Nieznany Świat 8/2019 (344)
Brak komentarzy | lip 22, 2019 -
Czy spotkamy zwierzęta, które odeszły?
Brak komentarzy | lut 22, 2020
About The Author
Admin
nieznanyswiat.uk@gmail.com