Remanent
Konwencja mentalna

Zaczyna się od kropel mleka, zbieranych z matczynej piersi, żeby żadnej nie uronić, dających zdrowie, siłę i dobre rokowanie na przyszłość.
Nieco później pojawiają się kolorowe kółeczka i grzechotki przynoszone pasjami przez krewnych i znajomych królika.
Misie z oczkami ze szkła, jednorożce i dinozaury, resztka drużyny ołowianych żołnierzyków, konsekwentnie gubionych przez lata, oraz plastikowa czołówka peletonu kolarzy z Wyścigu Pokoju.
Do dziś leży w starej szafie piracki statek Lego, z którego połowę pogubiły po kolei przychodzące na świat wnuki.
Dawno już jesteś na emeryturze, ale w zakamarkach tej szafy znajdziesz jeszcze popychaczkę do cymbergaja i trzy monety, niezbędne do gry: dwie ciężkie, wybite w brązie, powojenne pięciogroszówki (zawodnicy) i aluminiowy grosik z tego okresu (piłka).
Dwie metalowe podkładki pod wielkie śruby, którymi grało się w gazdę oraz najprawdziwszą zośkę z owczej wełny obciążoną kawałkiem ołowiu. Pamiętasz nawet, że potrafiłeś ją podbić pasówką 321 razy, a czubkiem buta 173.
I jeszcze garść szklanych kolorowych kulek.
W domu pysznią się też babcine meble: kredens, stół z krzesłami, komoda i stuletni zegar, który nigdy nie trafił do naprawy, bo za głośno odmierzał zbyt szybko uciekający czas.
W pudełku kilka medali, za jakieś tam osiągnięcia, każdy ze swoją historią i drugim dnem. Dziesiątki albumów ze zdjęciami. Jeszcze utrwalonych na negatywach Ilforda, po których jedno opakowanie leży przy albumach na pamiątkę. Obok duże mocne pudło, w nim minione aparaty, którymi robiłeś zdjęcia. Nawet taki z rozciąganym mieszkiem.
Na ścianach kilka wybranych fotogramów w ramach: jesienny las w złotym zachodzącym słońcu. Obrazy Kryśki, malarki, która za szybko odeszła. I parę innych jeszcze. Żadne picassy ani vangogi. Zwykłe. Może kiedyś będą więcej warte. Żaglowiec brunatno-pomarańczowy tnący morskie fale o zmierzchu.
Przy kinie domowym ledwie mieszcząca się na regałach filmoteka, zbierana latami. Mimo ostrzeżeń o niskiej wartości, DVD trzymają się mocno. Na drugim regale setki muzycznych CD. Razem zajmują pół pokoju.
Na półkach w domowym hallu – książki. Rozmaite. Kilka twoich. I wszystko, co napisał twój uwielbiany Makuszyński. Jest nawet parę pierwszych wydań z Warszawy i Lwowa. Jedno z nich z jakże aktualną dedykacją i podpisem autora: Drogiemu Marianowi Borzęckiemu, trochę słońca na psie czasy – z całego serca K. Makuszyński. Pewnie upominek na Sylwestra, bo data w podpisie: 30⁄12. Sto trzy lata temu.
To Moje listy z pożółkłymi kartami z opatrunkami ze skocza, w miejscach, gdzie czas uparł się robić korektę.
Trochę niżej tkwi w pozycji poziomej kilkadziesiąt oprawionych roczników ulubionego pisma.
Na najniższych półkach – domowe archiwum: rodzinne zdjęcia w ramkach, laurki od wnuków, pomalowane kamienie, ulepianki z modeliny i kubki z napisem: Najlepszy dziadek. W pudłach listy z wojska i zasuszony ślubny bukiet.
Obok, w pionowej przeszklonej szafce, poukładane obok siebie muszle z całego świata, duże, średnie, małe. Ozdobą kolekcji jest okaz, który nazywa się Nautilus pompilius.
Nazbierało się tyle wszystkiego, każde coś pełne wspomnień. W garderobie ubrania: kurtka stara, wisi wyświechtana i przyciasna, wciąż wierzysz, że jeszcze się w nią zmieścisz, ale ją lubiłeś, bo właśnie w niej poszedłeś na pierwszą, jesienną randkę; buty znoszone, niemal dziurawa podeszwa, ale jakże były wygodne, może je zostawić, może kiedyś się jeszcze przydadzą? I cylinder, prawdziwy, z epoki, naprawdę wiekowy, stuletni, który kupiłeś, gdy byłeś w wojsku od kominiarza, szykując się do przyjazdu na sylwestrowy wieczór do dziewczyny.
Wstojącej opodal domu szopie zdezaktualizowany, wypisany już z obiegu, samochód, mający na liczniku niemal pół miliona kilometrów, pamiętający wszystkie wypady nad morze, na Hel. Przechowujący w bagażniku mgłę wspomnień, ziarenka piasku, drobinki bursztynów. Ten największy z nich stoi teraz na babcinym kredensie obok gniazda ametystów znalezionego w Karkonoszach. Samochód jeszcze pewnie ruszyłby w drogę, ale na razie przykryty plandeką odpoczywa, bo szkoda było się z nim rozstać.
W szopie jest jeszcze miejsce dla skazanych na zapomnienie rzeczy, które nie zmieściły się w domu, a żal było oddać lub wyrzucić ten kawałek życia z nimi związany: zdezelowana gitara, pokrzywiona rakieta do tenisa, urwana huśtawka, zmurszały strój płetwonurka.
To wszystko dziś, z perspektywy czasu, który upływał, choć nie odmierzał go stary zegar, jest minione, ulatujące, efemeryczne. Odległe niczym szklane kulki. Z trudem zbierane przez całe życie.
Jest tego dużo. Nawet nie będziesz próbował wszystkiego ze sobą zabrać.
I kiedy cię zawołają – pójdziesz boso.
Related Posts
-
Przewlekły stan zapalny – wróg, którego trzeba eliminować
Brak komentarzy | sty 28, 2026 -
Dlaczego będzie lepiej, niż było
Brak komentarzy | sty 22, 2023 -
Punkt zwrotny zbliża się wielkimi krokami
Brak komentarzy | lis 22, 2023 -
Meandry bytu
Brak komentarzy | paź 28, 2022
About The Author
Admin
nieznanyswiat.uk@gmail.com