Nie-święte kamienie. O diabłach w kamieniach i biesach na głazach

Przeczytasz w 7 min.
Maczuga Herkulesa. Źródło: fot. Janmad – Praca własna, CC BY-SA 2.5, commons.wikimedia.org
Przemierzając malownicze szlaki naszego kraju, możemy natrafić na różne kamienie, głazy narzutowe, wychodnie skalne, ostańce. Z wieloma z nich są związane mroczne legendy, a niektóre nadal pilnie strzegą swoich sekretów. Pamięć o nich przetrwała kolejne pokolenia, dzięki czemu są one elementem wzbogacającym naszą rodzimą kulturę, a dla pasjonatów folkloru, badaczy lokalnych wierzeń czy radiestetów stanowią interesujący i intrygujący materiał

Miejsca, w których się znajdują takie kamienie, cieszą się zazwyczaj ponurą sławą, stąd okoliczni mieszkańcy starają trzymać się od nich z daleka. Część posiada jakieś charakterystyczne znaki przypisywane mocom diabelskim. W końcu wszystko, co wydaje się nienaturalne, osobliwe albo z jakichś powodów nie pasuje do otoczenia, nierzadko zyskuje demoniczną łatkę.

Z wielu relacji wynika, iż w pobliżu tych kamieni ludzie tracą orientację czasoprzestrzenną, czasem doświadczają wizji, iluzji czy urojeń, a urządzenia elektroniczne znajdujące się w ich zasięgu odmawiają współpracy. Także baterie, choć naładowane, w jednym momencie tracą swoją moc. Anomalie te wzięli na celownik specjaliści od zjawisk paranormalnych. Co ciekawe, nie tylko oni, bo jeśli dać wiarę rozmaitym doniesieniom, kamienie te w dziwny sposób wabią przybyszy z odległych galaktyk. Głosów o tym, że w miejscach tych widywano pozaziemskie statki kosmiczne, dziwne światła, wcale nie brakuje. Czy jest to zatem tylko zwykły zbieg okoliczności? Tym bardziej że do niektórych zagadkowych głazów nadal jest trudno dotrzeć z uwagi na ich położenie, nierzadko głęboko w lasach czy na bagnach. Ale od czego kosmiczna technologia? Wiele z nich, choć wzmiankują o nich dziewiętnastowieczne opisy, przepadło na przestrzeni czasu bez wieści, część została celowo zniszczona.

Z jakichś przyczyn diabelskie kamienie szczególnie upodobały sobie teren Warmii, Mazur oraz Kaszub. Z większością z nich wiążą się lokalne legendy i regionalne zabobony. Na wymienionych obszarach często spotykamy głazy narzutowe sporych rozmiarów. Jednak zanim tam osiadły, musiały odbyć daleką wędrówkę. Jak wiemy, kamienie same z siebie raczej się nie przemieszczają, ale potrafią wykorzystać nadarzającą się okazję – w tym wypadku był to skandynawski lądolód. Wszystko to działa na wyobraźnię, a przy okazji uzmysławia wielką siłę sprawczą Matki Natury. Obecnie ten historyczny fakt przyjmujemy z akceptacją i chłodnym umysłem, ale dla naszych przodków, nie mających pojęcia o istnieniu owego lądolodu, nie było to oczywiste. Dlatego niektórzy widzieli w tym ingerencję mocy piekielnych. Może jest to zatem jedno ze źródeł niesamowitych podań o tych niezwykłych kamieniach? W końcu to raczej tylko diabły parałyby się tego typu podejrzanym zajęciem, rozrzucając kamienie, gdzie popadnie, żeby w jakiś sposób uprzykrzyć ludziom życie. Anioły w tym czasie miały zapewne bardziej pożyteczne sprawy do załatwienia.

Dalsza treść jest płatna

 

Czytaj bez ograniczeń

Odblokuj treści
(najczęściej zadawane pytania). Jeśli dokonałeś już doładowania, kliknij w przycisk „Wykup dostęp” i potwierdź odblokowanie artykułu.