Polski wątek w aktach UFO: co widział Władysław Krasuski?

Ujawnione wskutek decyzji prezydenta Trumpa dokumenty dotyczące UFO obejmują teczkę… Polaka, Władysława Waltera Krasuskiego z Detroit, który będąc robotnikiem przymusowym w III Rzeszy widział eksperymenty Niemców z… latającym talerzem. Po latach przesłuchało go FBI
Sprawa wygląda następująco. W 1957 r. polski imigrant, Władysław Krasuski, ps. Walter (choć to pewnie jego imię w nowej ojczyźnie) pisze list do Roberta Cutlera, doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Eisenhowera . List jest krótki: Krasuski informuje, że usłyszał w polskojęzycznej audycji radiowej o jakimś zdarzeniu w Teksasie z udziałem rakiety (nie używa terminu UFO) i że być może ma na ten temat pewne dodatkowe informacje. Okaże się, że chodzi o niezidentyfikowany obiekt, który spowodował zatrzymanie auta. Sprawa zostaje przekazana do FBI w Detroit, gdzie Krasuski, mąż i ojciec czwórki dzieci, mieszka od kilku lat i zatrudniony został w lokalnym browarze. Wezwany na przesłuchanie, wyjaśnia, że chodzi nie tyle o zdarzenie z Teksasu, co sprawę z 1944 r., kiedy pracował jako polski robotnik przymusowy w gospodarstwie na wschód od Berlina. Pewnego razu dwukrotnie na polu silnik traktora, którym przewożono robotników, zgasł, czego przyczyną był najprawdopodobniej eksperyment z… latającym talerzem. Opowieść Krasuskiego ożywia dyskusję nad tym, czy obiekty, masowo widywane po wojnie w USA (i nie tylko), a których pochodzenie przypisywano istotom spoza Ziemi, nie były przypadkiem próbą rozwinięcia cudownej broni Hitlera, tzw. Wunderwaffe.
SS-mani pośrodku niczego
Z relacji przekazanej przez Krasuskiego przesłuchującemu go funkcjonariuszowi dowiadujemy się, że w maju 1942 r. skierowano go do pracy na folwarku Gut Alt Golssen (okolice Altgolssen/Starego Gólišyna). Dotrwał tam końca wojny i pozostał jeszcze przez jakiś czas, nie mając zamiaru wracać do Polski. Później Krasuski przeszedł przez szereg obozów (ostatni we Fryburgu), kształcił się jako radiotechnik, a w 1951 r. przybył do Nowego Jorku, skąd trafił pod opiekę ks. Piotra Walkowiaka z Detroit. Radził sobie za oceanem dość dobrze, bo już kilka lat później zdecydował się napisać list do wysokiego urzędnika. Nie wiemy, czy Krasuski był zainteresowany zagadką latających talerzy. Termin ten nie pada z jego ust w trakcie zeznań. Polak mówi o rakiecie, o której usłyszał i relacjonuje, co pamięta z czasów pobytu u bauera.
Wydarzenie miało miejsce w 1944 r. Świadek nie pamięta miesiąca, tylko, że był to okres sianokosów. Z grupą robotników udał się na podmokłą łąkę w okolicach dzisiejszego Altgolssen, gdzie – jak możemy wywnioskować – zawieziono ich traktorem. W drodze na miejsce maszyna nagle zgasła. Do prowadzącego ją Niemca zbliżył się SS-man i poinformował, by chwilę poczekać, bo wszystko powinno wrócić do normy. Całemu zajściu towarzyszył dźwięk przypominający, jak odnotował Krasuski, pracę generatora elektrycznego.
Obecność SS-mana na łące prawdopodobnie już wtedy zwróciła uwagę Polaka i jego kolegów, ale czym ona była spowodowana przekonał się dopiero w drodze powrotnej, kiedy traktor znowu zgasł i pojawił się ten sam dźwięk, choć o nieco innym natężeniu. Wtedy Krasuski zauważył, co było powodem obecności straży z SS. Na polu znajdowała się wysoka, ok. 15-metrowa kolista struktura, bardzo duża i według ocen mierzyła 90–140 metrów średnicy. Jej ściany były obłożone plandekami. Przy drodze stał też betonowy słup. Odchodziły z niego grube, dwuipółcalowe, najpewniej miedziane kable, które biegły pod ziemią, po jej powierzchni, ale także pod wodą (przypominam teren był podmokły). W pewnym momencie z owej konstrukcji wzniósł się zagadkowy pojazd, będący źródłem dźwięku. Przypominał… latający dysk w kolorze ciemnoszarym. Górna część miał nieruchomą, dolna prawdopodobnie złożona była z kilku elementów, a pośrodku obiektu znajdował się wirujący element. Gdy się na niego patrzyło, efekt był podobny jak w przypadku obserwacji śmigła samolotu.
Ogromny, mierzący 70–90 m średnicy, talerz wzniósł się w powietrze i zniknął za drzewami. Krasuski choć ciekawy, wiedział, że lepiej się nie przyglądać. Na pole wrócił dopiero po wojnie, ale wszystkie struktury zniknęły. Dodał, że o sprawie rozmawiał często z innymi robotnikami: z Polski, Francji i ZSRR.
FBI nie komentuje
FBI wydało pozytywną opinię, co do wiarygodności Krasuskiego, ale nie wiadomo, czy jego informacje uznano za użyteczne. Choć w maju br. polskie media zrobiły z tego sensację, okazuje się, że w amerykańskiej literaturze ufologicznej sprawa Polaka była znana wcześniej. Pojawia się m.in. w książce Clear Intent: The Government Cover Up of UFO Experience, z 1984 r. Sprawa ta ożywia jednak temat, o którym przez lata pisali w swoich książkach Igor Witkowski, Robert Leśniakiewicz czy Bartosz Rdułtowski: zastanawiający związek między śmiałymi dokonaniami inżynierów Hitlera, a falą UFO po II wojnie światowej.
Related Posts
-
Wszystko, wszędzie, naraz
Brak komentarzy | cze 3, 2023 -
Nieznany Świat 7/2018 (331)
Brak komentarzy | cze 27, 2018 -
Wielki Fenomen
Brak komentarzy | gru 21, 2022 -
Nieznany Świat 05/2025 (413)
Brak komentarzy | kwi 23, 2025
About The Author
Admin
nieznanyswiat.uk@gmail.com