Pięścią między oczy
Lekarz ma tylko jedno zadanie: wyleczyć chorego. Jaką drogą tego dopnie, jest rzeczą obojętną. – Hipokrates

Miało być o Takcie i nietakcie, czyli – jak niegdyś mówiono – o braku dobrych manier w codziennym funkcjonowaniu. Jednak zwyciężyła skrzecząca rzeczywistość legislacyjna, dotycząca lex szarlatan, czyli nowelizacji ustawy o uprawnieniach Rzecznika Praw Pacjenta
Z SMS-ów i e‑maili od Państwa wynika, iż istnieje oczekiwanie, że ponownie zabierzemy na ten temat głos. W rytmie wydawania miesięcznika udział w dyskusji na takie istotne tematy jest mocno utrudniony. 22 lipca. br. Senat przyjął ustawę, wprowadzając do niej poprawki (zagłosowało 62 senatorów). Po rozpatrzeniu ich przez Sejm ustawa trafiła do podpisu Prezydenta RP. A więc nadszedł etap końcowy, na którym można jeszcze powstrzymać ten skandaliczny, a nawet groźny akt prawny. Dlatego tak ważne okazują się apele i analizy tematu ze strony organizacji oraz osób fizycznych.
Lex szarlatan – odsłona końcowa
Protesty przeciwko nowemu brzmieniu ustawy nie oznaczają chęci obrony jakichkolwiek szarlatanów czy oszustów żerujących na krzywdzie chorych.
Rzecz w tym, iż nie tam należy szukać wroga społecznego – nie tam i nie tymi metodami, które łatwo mogą prowadzić do nadużycia władzy i ogromnych szkód społecznych.
Jak jednak odróżnić szarlatana od uzdrowiciela? Jednym ze specjalistów zabierających głos w dyskusji jest dobrze Państwu znany i ceniony bioenergoterapeuta oraz wykładowca Jerzy Strączyński, który wypowiada się na ten gorszący temat m.in. na portalu Polska Mówi (polskamowi.pl).
– Rozróżnienia takiego jest w stanie dokonać każdy nawet średnio inteligentny człowiek – uważa Strączyński. – Człowieka obiecującego zbyt wiele i bez pokrycia, żerującego na ludzkiej naiwności i nieszczęściu łatwo zdemaskować.
To osoba zajmująca się uzdrawianiem, a obiecująca ekspresowe cuda.
Środowisko szeroko rozumianych naturopatów, bioenergoterapeutów itp. z niepokojem śledzi legislacje owych restrykcyjnych przepisów. Jego przedstawiciele zabierają publicznie głos z dużym niepokojem. Gdyby bowiem faktycznie liczyło się dobro chorych, to wszelkie projekty zmian w tej dziedzinie byłyby szeroko konsultowane z terapeutami metod naturalnych – bez pośpiechu, z szacunkiem dla ich wiedzy – a także z ich klientami.
Nie życzymy sobie, by w Polsce ograniczono nam prawo do korzystania z różnych tradycyjnych metod profilaktyki oraz pozbawiono nas wyboru, jak mamy się leczyć. Medycyna akademicka nie jest jedyną skuteczną metodą ochrony i przywracania zdrowia funkcjonującą na świecie. Dziś – uwzględniając badania od lat prowadzone w wielu krajach na różnych kontynentach – możemy śmiało stwierdzić, że obecnie należy mówić o medycynie zintegrowanej [komplementarnej], która sięga zarówno do stosunkowo młodej wiedzy akademickiej, jak i do możliwości wyrosłych jako terapie naturalne w różnych kręgach kulturowych.
Tradycyjna Medycyna Chińska (TMC) czy ajurweda weryfikowały swoją wiedzę w zakresie zdrowia ponad 2 tys. lat. Jest żenujące, gdy politycy i różnego rodzaju decydenci to kwestionują. Fakt, iż komuś brak wiedzy, nie jest powodem do dumy. Fetysz naukowości nie zawsze jest najlepszą wytyczną, zwłaszcza gdy lekceważy wysoką skuteczność praktyczną metody czy specyfików (leku, suplementu, ziela…).
Nie budzić zaufania powinna jedynie osoba unikająca odpowiedzi na pytania o jej wiedzę i certyfikowane przygotowanie. A przecież w Polsce prowadzone są kursy, szkolenia, egzaminy. Wydawane są dyplomy określające uprawnienia.
Prawdziwa wolność to wtedy, kiedy człowiek może decydować, jak chce żyć.
Hans Hellmut Kirst
– W naszym zawodzie – podkreśla terapeuta – obowiązuje kodeks etyczny. Metody naturalne, takie jak bioenergoterapia, znakomicie mogą wspierać działania medycyny akademickiej, ale jej nie zastąpią. Chodzi o sojusz, a nie przeciwstawianie ich sobie. W znakomitej większości naturoterapeuci to ludzie etyczni, dobrze profesjonalnie przygotowani, empatyczni, szanujący zawody medyczne.
W kontekście ustawy niepotrzebnie dochodzi do żonglowania pojęciem szarlatanerii na styku z magią nienaukowości. Rozbudowuje się konflikt, zamiast sojuszu medycyny akademickiej i alternatywnej. Niestety, wciąż wielu naszych lekarzy wkłada między bajki bioenergoterapię, homeopatie i inne metody naturalne, nie mając wiedzy, jak działają, a w efekcie odrzucają je a priori (czyli z góry wydają ocenę bez obiektywnego sprawdzenia faktów).
Tymczasem w przypadku bioenergoterapii nierzadko udaje się pobudzić siły odpornościowe pacjenta w taki sposób, że jego organizm podejmuje zaskakująco szybko samoregulację i regenerację, a więc samouzdrawianie. Mimo nieustannego rozwoju nauki o człowieku, nasz organizm wciąż pozostaje tajemnicą.
W latach 80. i 90. XX w. bioenergoterapia i akupunktura zaczynały rozwijać się w sojuszu z medycyną akademicką. W przypadku tej drugiej zasługi leżały po stronie prof. Zbigniewa Garnuszewskiego, ojca polskiej szkoły akupunktury i pioniera jej stosowania jako powszechnej metody leczenia. Po jego śmierci wiele z tego zostało zaprzepaszczone przez ignorancję decydentów. Dziś również akupunktura przez wielu ignorantów bywa określana mianem szarlatanerii, a właściwie to takie tendencyjnie dłubanie i manipulacyjne pogrywki, o których tu mowa, można by nazwać szarlatanerią. Postawy takie nie wynikają bowiem z wiedzy naukowej, lecz z nieznajomości wyników badań krytykowanej metody, co wprowadza w błąd wierzących w obiektywizm danej wypowiedzi.
Jesteśmy narodem o niezależnej duszy
Wśród krytycznych wystąpień przedstawicieli środowiska znalazł się apel Łukasza Lubickiego do Prezydenta RP w kwestii lex szarlatan.
To zielarz, fitoterapeuta, wykładowca zielarstwa z Kazimierza Dolnego, o którym mówi się: dobry, mądry człowiek. Wśród ludzi zajmujących się rozwojem osobistym uchodzi za guru od ziół. Na swoich komunikatorach stara się nie mieszać Natury z polityką. Tym razem jednak uznał, iż tego, co się dzieje w Polsce w kontekście medycyny naturalnej, nie sposób pominąć milczeniem. Jego wystąpienie ma wielce patriotyczny i emocjonalny wydźwięk, ale trafnie punktuje błędy nowej ustawy. Uważa on, że jest ona niesłychanie niebezpieczna dla naszej wolności. – Robi wrażenie, jakby pochodziła z czeluści komunistycznego totalitaryzmu – podkreśla Lubicki – a przecież już w preambule do konstytucji mowa jest o naszych niezbywalnych prawach do wolności i samostanowienia. To również prawo czerpania z Natury dla naszego zdrowia. Lex szarlatan tymczasem zabrania nam mówić. o rodzimych tradycjach zielarskich, które nierzadko przechodzą z pokolenia na pokolenie, których stosowanie wywodzi się z długoletniej praktyki. Jeszcze do niedawna lekarze często znali i stosowali zioła.
Również Tradycyjna Medycyna Chińska posiada ponad 2 tys. lat spuścizny i wiele dowodów na swoją skuteczność. Podobnie jest z medycynami: andyjską, ajurwedyjską, tybetańską czy mongolską. W Polsce też mamy niedocenianą dziś medycynę ludową bazującą na ziołolecznictwie.
Łukasz Lubicki sam jest przykładem, że medycyna naturalna działa. 32 lata temu zdiagnozowano u niego nowotwór, dając mu zaledwie pięć lat życia. Wyleczył go w Niemczech dr Tadeusz Błaszczyk Tradycyjną Medycyną Chińską i ziołami, bo w Polsce było to niemożliwe.
Każdy z nas ma wybór. Nikt nie ma prawa nam go odbierać. Nawet z miłości.
Cassandra Clare
Lex szarlatan odbierze wolność wypowiedzi i wyboru terapii. Nie ma odpowiednich badań naukowych potwierdzających skuteczność w określonych problemach np. rumianku czy melisy. Bogate koncerny farmaceutyczne nie są zainteresowane takimi badaniami ziół. Jako pochodzące z Natury nie podlegają intratnemu opatentowaniu.
– W ten sposób odbiera mi się prawo mówienia o właściwościach ziół z mojego ogródka. Ogranicza to nasze prawo do korzystania z naturalnej spuścizny rodzimego ziołolecznictwa – podkreśla fitoterapeuta. – Ustawa zabiera trójpodział władzy. Sądom odbiera się wyrokowanie, co jest bezprawne, a co zgodne z prawem. A urzędnikom daje prawo arbitralnej oceny w tej mierze z możliwością nakładania ogromnych kar np. za to, że odważyliśmy się mówić, iż pomógł nam rumianek. Tak blokowane jest popularyzowanie lokalnych tradycji leczniczych. A przecież to naród jest suwerenem głównym.
– Jako naród o niezależnej duszy nie powinniśmy pozwolić odebrać sobie prawa do wolności wyboru, samostanowienia i do kontynuowania tradycji – deklaruje zielarz.
Dokończenie w następnym numerze
Related Posts
-
Geomantyczne sekrety Kolonii, Akwizgranu i Münster
Brak komentarzy | paź 21, 2024 -
Korea Południowa: Na fundamencie ducha
Brak komentarzy | maj 20, 2019 -
Nieznany Świat nr. 7/2016
Brak komentarzy | cze 26, 2016 -
Czakram – serce Wawelu
Brak komentarzy | gru 23, 2020
About The Author
Admin
nieznanyswiat.uk@gmail.com